Years & Years - Palo Santo (2018) | Recenzja

Po trzech latach od poprzednika - Communion z 2015 roku, jeden z najsłynniejszych brytyjskich zespołów powraca, by na nowo zaczarować nas swoimi dźwiękami. Co prawda, w przeciwieństwie do pierwszej płyty Palo Santo nie było tak wypromowane i jak na razie nie ma na nim żadnych wielkich hitów, jak wcześniej w przypadku King. Sam album też nie zaskakuje pod względem kolaboracji, bo jest to w zupełności solowy projekt. Uwagę przykuwa tytuł albumu. Palo Santo (z języka hiszpańskiego - Święte Drzewo) to roślina, która ma właściwości uzdrawiające. Może właśnie ta płyta według Yearsów jest lekarstwem dla nas, a może samych zainteresowanych?

http://mad-music.pl/wp-content/uploads/2018/04/YY-Palo-Santo-Standard-Cover-Final-small.jpg

Sanctify
Pierwszy singiel z płyty, któremu udało się dostać nawet na soundtrack drugiego sezonu Trzynastu Powodów. Ciekawe rozpoczęcie płyty, które style nawiązuje do pierwszego dzieła Years & Years. No niestety, utwór bardzo szybko się nudzi i nie ma co do niego wracać. Szkoda, że to właśnie jemu przypadło promowanie Palo Santo.

                             

Hallelujah / Karma
Moje ulubione hity z płyty. Zupełnie nowe brzmienie grupy, która połączyła swoje koncepcje z muzyką lat 90'. Utwory przemijają w mikrosekundach, bo są tak dobrze wyprodukowane. Spokojne tło muzyczne wprowadza ciekawy nastrój, a głos Olly'ego idealnie trafia w każdy dźwięk, budując napięcie (szczególnie w Karmie).

Posłuchaj / Listen to Karma

Hypnotized / Here 
Dwie balladki z płyty. Niestety, jak dla mnie nie udane. Są typowe. Dobrze, że Here zostało skrócone do 1:40, bo i tak się dosyć dłuży. W przypadku Hypnotised chór jest niewypałem. Utwór byłby o wiele lepszy gdyby od początku wzmocniono basy i w całości usunięto pianino z końcówki. Mimo wszystko uważam, że to ten utwór bardziej nadaje się na soundtrack 13RW niż Sanctify ze względu na swój dosyć mroczny charakter.

Rendezvous / Preacher
Kolejne perełki z Palo Santo. W Rendezvous uwielbiam to melancholijne brzmienie w połączeniu z nowoczesnością. Nie mam pojęcia, jak Yearsom się to udało! Przesłuchałem kilkukrotnie zanim przeszedłem do dalszego odsłuchu płyty. Preacher był pierwszym kąskiem, który mi się nawinął w premierę płyty. Właśnie dzięki niemu mogłem już stwierdzić, że płyta jest dobra! Z tego kawałka wylewa się tyle emocji i energii. Nic tylko tańczyć!

Posłuchaj / Listen to Preacher

If You're Over Me
Niestety, znowu nieudany wybór na singiel. Już po kilku sekundach mam wrażenie jakbym znalazł się w cukierkowatej krainie przebojów dla przedszkolaków. Mimo, że tekst utwóru w jakiś sposób jest dojrzały, to przez muzykę nie traktuję go poważnie i mam nadzieję, że to tylko taki żarcik, że znalazł się na tej płycie. Mimo to, piosenka nawet sobie radzi, bo już nieraz słyszałem ją w rozgłośniach radiowych.

Lucky Escape / Palo Santo
Przy Lucky Escape bardzo podobają mi się stonowane zwrotki z pstryknięciami palców. Do tego utworu idealnie pasowałaby kolaboracja z Julią Michaels, która tworzy podobne dzieła. Z kolei Palo Santo jest utrzymane w tajemniczym, jakby magicznym klimacie. Wzruszający, silny, i bardzo ciekawy utwór. Mam wrażenie, ze sami artyści o tym wiedzą, bo wraz z biegiem czasu, piosenka się rozwija, by na końcu wybuchnąć z krzykiem.

Posłuchaj / Listen to Palo Santo

Howl / Don't Panic
Zjawiskowe Howl wchodzi do głowy już po pierwszym odsłuchu. Lekka piosenka ze wstawkami R'n'B' bardzo mi się podoba, przypominając mi płytę Communion. Do Don't Panic można się pobawić. Momentami jest podobne do wielkiego hitu grupy sprzed lat - King. Szczególnie wyróżnia się tutaj refren, na który niecierpliwie czeka się między zwrotkami.

Posłuchaj / Listen to Don't Panic

Up In Flames
I kończymy płytę wielką perełką - Up In Flames. Utwór brzmi jak przebój z lat 80-tych. Takim graniem nie powstydziłby się chyba nikt! Niesamowicie brakuje mi tutaj Carly Rae Jepsen do duetu. Genialne zamknięcię płyty - jest z pazurkiem i chce się słuchać Palo Santo na nowo. Sztos!!!

Comments

T.K. said…
Jestem właśnie w trakcie słuchania tego albumu. Już na starcie mogę powiedzieć, że to czego mi brakuje, to tych kilku hicirów na miarę "King" lub " Desire". Choć sam krążek jest niezły i dosyć spójny to za brak tych kilku numerów, które z miejsca chwycają do tańca i automatycznie zapętlają się w odtwarzaczu co najmniej dam ocenę niżej.

Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
https://songarticles.wordpress.com/